- Julia! - krzyknęła zaraz po wejściu do mieszkania Daria.
Okropnie martwiła się o przyjaciółkę, która od nocy spędzonej z Marcinem zachowywała się co najmniej dziwnie. A minął już miesiąc a ona nawet nie była smutna, ani nie była wesoła. Po prostu była jak cień dawnej siebie. Wzięła też urlop w pracy i od tamtej pory nie opuszczała swojego pokoju poza chodzeniem do toalety.
Okropnie martwiła się o przyjaciółkę, która od nocy spędzonej z Marcinem zachowywała się co najmniej dziwnie. A minął już miesiąc a ona nawet nie była smutna, ani nie była wesoła. Po prostu była jak cień dawnej siebie. Wzięła też urlop w pracy i od tamtej pory nie opuszczała swojego pokoju poza chodzeniem do toalety.
Gdy rudowłosa nie usłyszała żadnej odpowiedzi przestraszyła się nie na żarty. Julia była w okropnym stanie psychicznym i nie przyjmowała do siebie żadnej myśli o pomocy ze strony psychologa. Daria przerażona wbiegła do pokoju przyjaciółki, a gdy jej tam nie zastała po prostu spanikowała i zadzwoniła po Koteckiego, który spanikował tak samo jak i ona i nie zważając na nic ruszył do mieszkania przyjaciółki swojej żony.
Daria była jeszcze bardziej wystraszona gdy nie mogła jej nigdzie znaleźć i chciała sprawdzić w toalecie, od której drzwi były zamknięte i nikt nie odpowiadał. Krzyczała i biła w nie z całych sił, ale nie przynosiło to żadnych efektów. Nie miała pojęcia co robić, czy dzwonić po policję czy jednak zaczekać na Marcina. Jeszcze nigdy nie czuła się tak bezsilna. Nie potrafiła włamać tych drzwi, ani uzyskać żadnej reakcji ze strony Julki, która najpewniej tam się znajdowała. Modliła się, aby Julka jedynie zasnęła w wannie, a nie że zrobiła coś głupiego i nieodpowiedzialnego, a sądząc po jej ostatnim stanie psychicznym była do tego zdolna. Rudowłosa właśnie pluła sobie w brodę, że nie starała się bardziej pomóc przyjaciółce, gdy po mieszkania wybiegł spanikowany Marcin.
- Gdzie ona jest?! - krzyknął i zaczął się rozglądać. Przypominał szaleńca.
- Chyba w łazience, ale drzwi są zamknięte i nie odpowiada. - odpowiedziała mu i miała ochotę się rozpłakać. Czuła się winna.
Marcin przepchnął rudowłosą i z całych sił pchnął drzwi, które wydawały się z ogromnym hukiem. Ten dźwięk wystraszył Darie. Ale bardziej przerażające było to co zobaczyła w łazience. Julka leżała na podłodze w bezruchu, jej twarz była okropnie blada, a w jednej z dłoni coś mocno ściskała, a w drugiej zaś trzymała telefon, który najwyraźniej podczas upadku kobiety mocno się uszkodził. Wyglądała okropnie, Daria pisnęła z przerażenia, zaś Marcin podbiegł do żony i i przyłożył dłoń, by sprawdzić czy jest tętno.Odetchnął z ulgą, gdy udało się go wyczuć. Nie zwracając uwagi na szlochającą i panikującą przyjaciółkę zadzwonił po karetkę. Bał się dotknąć Julki, Nie wiedział co tak naprawdę się stało i bał się, że może jej bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Półgodziny później siedział już z nieprzytomną Julią i ratownikami w karetce. Choć na zewnątrz wydawał się opanowany ponad miarę w środku Po prostu szalał ze strachu. Starał się myśleć pozytywnie, że nic jej nie jest, ale nigdy nie należał do optymistów. Chciał się łudzić w szczęśliwych wyobrażeniach.
Gdy w końcu dojechali do szpitala Marcin był zirytowany. Wydawało mu się, że ratownicy i pielęgniarki się ociągają, i że robią to celowo. Miał ochotę na nich wszystkich nawrzeszczeć. Chciał żeby wszyscy zajęli się tym czym powinni.
******
******
Kotecki miał wrażenie, że
minęła już cała doba, a tak naprawdę była to jedynie godzina.
Oczekiwanie na wieści sprawiało, iż czas dłużył mu się w nieskończoność.
Dodatkowo te okropne plastikowe krzesełka uprzykrzały mu życie. Starał
się zająć myśli czymś zupełnie innym niż czekanie, ale wbijający się w
każdą część ciała plastik boleśnie przypominał gdzie i po co się
znajduje.
Miał zamiar już wstać i
rozprostować kości, gdy znikąd pojawiła się pielęgniarka oznajmiająca
mu, że lekarz zaraz do niego przyjdzie i będą musieli poważnie
porozmawiać. Ta informacja wcale nie sprawiła, że poczuł się lepiej, a
wręcz przeciwnie. Strach nagle opanował całe jego ciało. Bał się rozmowy
z lekarzem, a raczej bał się tego co może od niego usłyszeć.
Gdy lekarz pojawił się w
zasięgu jego wzroku Marcin nawet nie drgnął, nie potrafił. Otworzył
jedynie usta jakby chciał coś powiedzieć, jednak nie wydostał się z nich
żaden dźwięk.
-Pan Kotecki jak mniemam?
- zapytał lekarz, a gdy ten skinął potwierdzająco głową, zaprosił go do
swojego gabinetu. To co miał mu do powiedzenia zdecydowanie
potrzebowało osobności i spokoju.
-Co z moją żoną? -
cichy głos Marcina pokazywał w jak fatalnym stanie był. Jak jeszcze
nigdy bał się usłyszeć odpowiedzi. Bał się, że może ją stracić albo co
gorsza, że już ją stracił. Jak mógłby żyć, wiedząc, że nie poprosił jej o
wybaczenie. Jak mógłby oddychać, kiedy jej nie byłoby przy nim. Była
jego życiem. Gdyby jej zabrakło, straciłby oddech. Straciłby sens życia.
A teraz miał się dowiedzieć tego wszystkiego i bał się jak cholera.
-Zacznijmy od tego, że
na razie udało nam się ustabilizować sytuację, ale nie wiem jak długo da
nam się utrzymać żonę i dziecko przy życiu. - powiedział lekarz, a
Kotecki nie dowierzał własnym uszom.
-Dziecko? - dopytał, bo nie był pewien czy dobrze usłyszał.
-Tak, pańska żona jest w
ciąży. Rozumiem, że pan nie wiedział. Podejrzewam, że pani Julia również mogła nie wiedzieć, dlatego, że jest to bardzo wczesna ciąża. Na razie sytuacja jest w miarę
stabilna, ale proszę pomyśleć, bo być może trzeba będzie pomyśleć nad
usunięciem płodu w razie zagrożenia życia pani Julki. - Słowa lekarza
wzbudziły w Marcinie chęć zwymiotowania. Dopiero dowiedział się o dziecku
i już miałby je stracić? Albo stracić ich oboje?
-Jak to usunięciem? Czy to jest konieczne? - Chciał się upewnić, chciałby uniknąć podejmowania takiej decyzji.
-Organizm pańskiej żony,
będzie potrzebował wszystkich swoich własnych sił do zregenerowania
się, a ja nie jestem w stanie przewidzieć czy tych sił wystarczy również
dla dziecka. Jeśli stan drastycznie się pogorszy mogą niestety umrzeć
oboje. Proszę jak najszybciej podjąć jakąś decyzję i mi ją przekazać
panie Kotecki, byśmy wiedzieli co robić w razie zagrożenia. - odpowiedź
lekarza zmroziła Marcina. Był przerażony. Chyba wolał nie wiedzieć.
-Jakie są szansę, że przeżyją oboje? - zapytał łamiącym się głosem.
-Proszę być dobrej myśli. - odpowiedział wymijająco mężczyzna w białym fartuchu.
-Pytam się jakie są szansę na to, aby przeżyli oboje? - stanowczo ponowił swoje pytanie fizjoterapeuta.
-Nikłe, myślę że mniej
niż dwadzieścia procent. - Głos lekarza zdawał się jakby huczeć w głowie Marcina. Mniej niż dwadzieścia procent, przecież to jest niemożliwe.
-Dziękuję. - powiedział
Kotecki skinął jeszcze głową na pożegnanie i opuścił gabinet.
Potrzebował chwili, by przyswoić sobie te informację. To wszystko było
jak zły sen, a Marcin bardzo chciał się z niego obudzić. Chciał być w
miejscu, gdzie jeszcze z nimi było dobrze. Gdzie mógłby bez obawy, że
zostanie odrzucony przytulić swoją żonę i pocałować ją mocno, tak jak na
to zasługiwała.Miał ochotę krzyczeć. Był zły na samego siebie. Był zrozpaczony, bo wiedział, że albo straci dziecko, albo straci i dziecko i Julkę. Ta sytuacja nie pozostawiała szansy na szczęśliwe zakończenie.

Komentarze
Prześlij komentarz