Przejdź do głównej zawartości

Na dnie. Rozdział 7.

Małżeństwo Koteckich spałoby sobie w najlepsze gdyby nie budzik kobiety, którego zapomniała wyłączyć, bo przecież dziś niedziela i nie musiała iść do pracy. Gdy otworzyła już oczy i wyłączyła urządzenie nie była zbyt zaskoczona widokiem rozespanego Marcina w swoim łóżku. Przecież doskonale zdawała sobie sprawę co robią. Pragnęła tego i zdawała sobie z tego sprawę, ale zdawała sobie również z tego, iż Marcin był pijany i nie do końca świadomy tego co mówił i robił. To sprawiło, że zaczęła żałować tego co się między nimi wydarzyło. Powinna to zatrzymać zanim tak naprawdę się zaczęło. Przecież byli w separacji, nie mieli już prawie ze sobą nic wspólnego. Ostatni czas pokazał im tak naprawdę czego brakowało w ich związku, a czego było zbyt dużo. 
-Przestań się zadręczać Julka. Nie zrobiliśmy nic złego. - powiedział Marcin gdy w końcu stwierdził, że nie może jej pozwolić na ciągłe zadręczanie się na pewno niezbyt przychylnymi myślami. 
-Byłeś pijany Marcin, nie wiesz co mówiłeś i robiłeś. - odpowiedziała unikając jego wzroku i powoli podnosząc się z łóżka. Czuła się skrępowana, choć nie powinna. Przecież to nie był ich pierwszy raz. 
-Zaczekaj, wydaję mi się, że powinniśmy porozmawiać. Nie sądzisz? - zapytał mężczyzna i złapał ją za rękę nie pozwalając jej odejść od łóżka. Przecież to wszystko coś znaczyło. Już nie chodzi o sam seks, ale o pocałunki, gesty i to co sobie szeptali. Zarówno przed jak i po. Nie byli jakimiś tam nieznajomymi. Byli cholernym małżeństwem. Kochali siebie i był tego pewien. Nie mógł po raz kolejny zawalić, nie tym razem.
-Nie sądzę Marcin. Wcześniej padło zbyt dużo słów, które bolą. Na pewno nie tylko mnie, ale i ciebie. -powiedziała cicho, zbyt cicho jakby się bała tego co mówi. Jakby sama od tych słów miała się rozsypać.
-Julka cholera jasna! To nie może się tak skończyć! -wrzasnął i szarpnął ją za rękę tak, że opadła na łóżko. Nachylił się nad nią i chciał ją pocałować.
-Tak, Marcin. To się właśnie tak skończy. Mieliśmy tysiące szans i żadnej nie wykorzystaliśmy, nie próbowaliśmy nawet. -odpowiedziała odpychając go od siebie. Wiedziała, że gdyby dopuściła do kolejnego pocałunku to nie pozbierałaby się już nigdy. A bała się, że po raz kolejny im nie wyjdzie, bardziej niż czegokolwiek.
-I co z tego? Dajmy sobie kolejną. - Marcin wypowiedział te słowa z całą mocą i świadomością jaką w sobie odnalazł. Był święcie przekonany, że może im się udać. Wystarczy chcieć i się postarać.  Przecież te wszystkie dobre chwile coś znaczyły, a nawet więcej niż coś. Ale Marcin nie rozumiał jeszcze jednej podstawowej rzeczy w zachowaniu swojej żony, poza strachem było coś jeszcze. Chciała dać mu szansę na założenie rodziny, takiej o jakiej zawsze marzył z gromadką dzieci biegających wokoło i robiących szum, bo powoli zaczynała rozumieć, że ona być może po prostu nie jest w stanie mieć dzieci.
-Byłeś wczoraj pijany Marcin. Boli mnie świadomość, że gdyby nie to nawet nie pojawiłbyś się tu. 
Na to Kotecki nie był w stanie znaleźć już argumentu, bo wiedział, że jego żona miała rację. Po tym co jej powiedział najzwyczajniej w świecie zabrakłoby mu odwagi, ale ona zdawała się inaczej widzieć to wszystko. Nie dostrzegała tego co on. Miał wrażenie jakby po prostu nie miała ochoty lub sił o nich walczyć. Ale postanowił sobie, że będzie on miał siłę i chęć za nich dwoje. I nie pozwoli temu tak łatwo się skończyć. Przecież kiedyś potrafili być szczęśliwi.
-Idź już Marcin. Po prostu idź. Zobaczymy się za jakiś czas, być może już podczas rozprawy rozwodowej. - powiedziała po chwili i wstała szczelnie owijając się swetrem który leżał tuż obok łóżka, po czym weszła do łazienki nie oglądając się już na mężczyznę swojego życia. Nie chciała skazywać siebie na kolejne niepowodzenie, a jego na brak tak upragnionego dziecka. Nie mogła pozwolić mu na rezygnację z marzeń.
****
Marcin chciał poukładać sobie w głowie plan na odzyskanie Julki. Chciał zrobić to powoli, bo wiedział, że wczoraj się zapędzili i to w jakiś sposób Julkę przestraszyło. Chciał ją odzyskać i zamierzał to zrobić, bo przecież już raz udało mu się ją zdobyć i był pewien, że i tym razem mu się to uda, ale na wszystko potrzeba czasu i pomysłu.
-Nad czym się tak głowisz mój przyjacielu? - zapytał Wojtaszek zaskoczony widząc swojego przyjaciela w salonie, ale wolał nie pytać.
-Nad tym jak odzyskać Julkę. -odpowiedział bez chwili zawahania. Znał Damiana już parę ładnych lat i wiedział, że ten nie będzie dla niego złym doradcą.
-Sądziłem, że ci się to udało. Wczoraj dzięki wam razem z Darią musieliśmy wyjść. Myślałem, że cię tu nie zobaczę, a w najbliższą sobotę wpadnę do was do domu i zastanę was całych w skowronkach. - Damian był coraz bardziej zaskoczony. Marcin wcale nie wyglądał na zadowolonego jakim powinien być, a wręcz przeciwnie.  Cholera, nie rozumiał tego jak bardzo ta dwójka nie może się porozumieć.
-To nie jest tak łatwe jak Ci się wydaje, ale sprawie, że będzie. -rzekł pewnie Marcin patrząc przed siebie stale zastanawiając się co może zrobić, aby odzyskać to co tak bardzo kocha, a stracił.  
- W końcu mówisz jak ty Kotecki, a nie jakiś mięczak.  Mam nadzieję, że nie poddasz się tak łatwo jak ostatnim razem. - klepnął przyjaciela po plecach. Kotecki w końcu odzyskał swoją odwagę i chęć i jako jego przyjaciel był cholernie z niego dumny. Przede wszystkim dlatego, że potrafił wziąć się w garść.
-Dzięki stary, ale myślę że będę potrzebować twojej pomocy i Darii na pewno też. - odpowiedział Marcin, a w jego głowie powoli zaczynał tworzyć się scenariusz jak może odzyskać Julkę. Zaczął sądzić, iż może to mu się udać, zaczynał w to wierzyć. A wiara to już dobry początek.
******
-Cholera jasna! - krzyknęła Julka gdy szklanka upadła i rozbiła się tuż pod jej stopami. 
To zdecydowanie nie był jej dzień. Miała wolne, powinna odpoczywać, ale nie potrafiła. Jej głowę prześladowało zdecydowanie zbyt dużo myśli. Czy właśnie nie popełniła najgorszego błędu w swoim życiu? Czy odrzucając Marcina nie zniszczyła sobie życia? Ale cholera to nie o nią tu chodziło. Bała się, że nie może pomóc spełnić Koteckiemu jego marzenia. Oczywiście nie było to jeszcze pewna, bo była w trakcie badań na zespół policystycznych jajników. Raz udało jej się być w ciąży, ale niestety nie udało jej się utrzymać. Od tamtej pory zmieniła się, ale ich związek także. Zaczęli siebie ranić, zamiast omówić tą sprawę to po prostu ją przemilczeli. Wydawało jej się, że to było przyczyną, której wcześniej nie umiała dostrzec, ale po tym co powiedziała dziś siatkarzowi wydawało się, że jest już za późno, by cokolwiek naprawiać. Miała ochotę zrobić coś, cokolwiek byle pozbyć się natrętnych myśli nie dających jej wytchnienia. Była już zbyt zmęczona i sfrustrowana tym wszystkim. To co się między nimi działo nie miało sensu, przecież to jasnej cholery są małżeństwem, znają się tyle lat - powinni wiedzieć jak ze sobą rozmawiać! Niby powinni, a jednak nie potrafią. To był ich największy problem, bo żadne z nich nawet nie umiałoby powiedzieć, że nie kocha tego drugiego.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Na dnie. Rozdział 5.

Rozdział 5  Julka znała tylko jedna osobę, w której ramieniu mogła się do woli wypłakać. I tą osobą była Daria, która potrafiła słuchać i nie zadawać pytań gdy widziała, że te pogorszyłyby jedynie stan przyjaciółki. Znały się już od wielu lat. W zasadzie to od czasu gdy Julia i Marcin zamieszkali w Jastrzębim-Zdroju. Byli wtedy parą wręcz podręcznikową. Sprzeczki raz na jakiś czas, które w każdym zdrowym związku się pojawiały. Wszystko było idealne. Ich miłość przyprawiała o zazdrość wszystkich. A teraz co się z nimi stało? Ranili się wzajemnie na najboleśniejsze im znane sposoby.  -Ale kochasz go, Julka? - zapytała Daria, kompletnie pijana. Butelka whisky na dwie kobiety to zdecydowanie za dużo. Jednak Julka właśnie tego potrzebowała. Chciała choć na chwilę zapomnieć. Chciała choć na chwilę uśmierzyć ból. -A jak myślisz, co? Kocham go jak szalona, ale między nami było tyle złych słów, wyrzutów i świństw, że nie wiem czy jest jeszcze o co walczyć. On ciągle mówi, ...

Witam

Cześć! Witam Was na moim blogu bardzo ciepło i serdecznie. Jest to dopiero początek przygody zwanej pisaniem i prowadzeniem bloga. Mam nadzieję, że Wam się spodoba, i że będziecie mi towarzyszyć. Weźcie ciepłą herbatkę, kocyk i zapraszam!
Zapraszam Was serdecznie na mojego Facebook'a, który wystartował właśnie dziś!  https://www.facebook.com/105843517529602/posts/105863280860959/