Małżeństwo Koteckich spałoby sobie w najlepsze gdyby nie budzik kobiety, którego zapomniała
wyłączyć, bo przecież dziś niedziela i nie musiała iść do pracy. Gdy
otworzyła już oczy i wyłączyła urządzenie nie była zbyt zaskoczona
widokiem rozespanego Marcina w swoim łóżku. Przecież doskonale zdawała
sobie sprawę co robią. Pragnęła tego i zdawała sobie z tego sprawę, ale
zdawała sobie również z tego, iż Marcin był pijany i nie do końca
świadomy tego co mówił i robił. To sprawiło, że zaczęła żałować tego co
się między nimi wydarzyło. Powinna to zatrzymać zanim tak naprawdę się
zaczęło. Przecież byli w separacji, nie mieli już prawie ze sobą nic
wspólnego. Ostatni czas pokazał im tak naprawdę czego brakowało w ich
związku, a czego było zbyt dużo.
-Przestań się zadręczać
Julka. Nie zrobiliśmy nic złego. - powiedział Marcin gdy w końcu
stwierdził, że nie może jej pozwolić na ciągłe zadręczanie się na pewno
niezbyt przychylnymi myślami.
-Byłeś pijany Marcin,
nie wiesz co mówiłeś i robiłeś. - odpowiedziała unikając jego wzroku i
powoli podnosząc się z łóżka. Czuła się skrępowana, choć nie powinna.
Przecież to nie był ich pierwszy raz.
-Zaczekaj, wydaję mi
się, że powinniśmy porozmawiać. Nie sądzisz? - zapytał mężczyzna i
złapał ją za rękę nie pozwalając jej odejść od łóżka. Przecież to
wszystko coś znaczyło. Już nie chodzi o sam seks, ale o pocałunki, gesty
i to co sobie szeptali. Zarówno przed jak i po. Nie byli jakimiś tam
nieznajomymi. Byli cholernym małżeństwem. Kochali siebie i był tego
pewien. Nie mógł po raz kolejny zawalić, nie tym razem.
-Nie sądzę Marcin.
Wcześniej padło zbyt dużo słów, które bolą. Na pewno nie tylko mnie, ale
i ciebie. -powiedziała cicho, zbyt cicho jakby się bała tego co mówi.
Jakby sama od tych słów miała się rozsypać.
-Julka cholera jasna! To
nie może się tak skończyć! -wrzasnął i szarpnął ją za rękę tak, że
opadła na łóżko. Nachylił się nad nią i chciał ją pocałować.
-Tak, Marcin. To się
właśnie tak skończy. Mieliśmy tysiące szans i żadnej nie
wykorzystaliśmy, nie próbowaliśmy nawet. -odpowiedziała odpychając go od
siebie. Wiedziała, że gdyby dopuściła do kolejnego pocałunku to nie
pozbierałaby się już nigdy. A bała się, że po raz kolejny im nie
wyjdzie, bardziej niż czegokolwiek.
-I co z tego? Dajmy
sobie kolejną. - Marcin wypowiedział te słowa z całą mocą i świadomością
jaką w sobie odnalazł. Był święcie przekonany, że może im się udać.
Wystarczy chcieć i się postarać. Przecież te wszystkie dobre chwile coś
znaczyły, a nawet więcej niż coś. Ale Marcin nie rozumiał jeszcze
jednej podstawowej rzeczy w zachowaniu swojej żony, poza strachem było
coś jeszcze. Chciała dać mu szansę na założenie rodziny, takiej o jakiej
zawsze marzył z gromadką dzieci biegających wokoło i robiących szum, bo
powoli zaczynała rozumieć, że ona być może po prostu nie jest w stanie
mieć dzieci.
-Byłeś wczoraj pijany Marcin. Boli mnie świadomość, że gdyby nie to nawet nie pojawiłbyś się tu.
Na to Kotecki nie był w
stanie znaleźć już argumentu, bo wiedział, że jego żona miała rację. Po
tym co jej powiedział najzwyczajniej w świecie zabrakłoby mu odwagi, ale
ona zdawała się inaczej widzieć to wszystko. Nie dostrzegała tego co
on. Miał wrażenie jakby po prostu nie miała ochoty lub sił o nich
walczyć. Ale postanowił sobie, że będzie on miał siłę i chęć za nich
dwoje. I nie pozwoli temu tak łatwo się skończyć. Przecież kiedyś
potrafili być szczęśliwi.
-Idź już Marcin. Po
prostu idź. Zobaczymy się za jakiś czas, być może już podczas rozprawy
rozwodowej. - powiedziała po chwili i wstała szczelnie owijając się
swetrem który leżał tuż obok łóżka, po czym weszła do łazienki nie
oglądając się już na mężczyznę swojego życia. Nie chciała skazywać
siebie na kolejne niepowodzenie, a jego na brak tak upragnionego
dziecka. Nie mogła pozwolić mu na rezygnację z marzeń.
****
Marcin chciał poukładać
sobie w głowie plan na odzyskanie Julki. Chciał zrobić to powoli, bo
wiedział, że wczoraj się zapędzili i to w jakiś sposób Julkę
przestraszyło. Chciał ją odzyskać i zamierzał to zrobić, bo przecież już
raz udało mu się ją zdobyć i był pewien, że i tym razem mu się to uda,
ale na wszystko potrzeba czasu i pomysłu.
-Nad czym się tak
głowisz mój przyjacielu? - zapytał Wojtaszek zaskoczony widząc swojego
przyjaciela w salonie, ale wolał nie pytać.
-Nad tym jak odzyskać
Julkę. -odpowiedział bez chwili zawahania. Znał Damiana już parę ładnych
lat i wiedział, że ten nie będzie dla niego złym doradcą.
-Sądziłem, że ci się to
udało. Wczoraj dzięki wam razem z Darią musieliśmy wyjść. Myślałem, że
cię tu nie zobaczę, a w najbliższą sobotę wpadnę do was do domu i
zastanę was całych w skowronkach. - Damian był coraz bardziej
zaskoczony. Marcin wcale nie wyglądał na zadowolonego jakim powinien
być, a wręcz przeciwnie. Cholera, nie rozumiał tego jak bardzo ta
dwójka nie może się porozumieć.
-To nie jest tak łatwe
jak Ci się wydaje, ale sprawie, że będzie. -rzekł pewnie Marcin patrząc
przed siebie stale zastanawiając się co może zrobić, aby odzyskać to co
tak bardzo kocha, a stracił.
- W końcu mówisz jak ty Kotecki, a nie jakiś mięczak. Mam nadzieję, że nie poddasz się tak łatwo
jak ostatnim razem. - klepnął przyjaciela po plecach. Kotecki w końcu
odzyskał swoją odwagę i chęć i jako jego przyjaciel był cholernie z
niego dumny. Przede wszystkim dlatego, że potrafił wziąć się w garść.
-Dzięki stary, ale myślę
że będę potrzebować twojej pomocy i Darii na pewno też. - odpowiedział Marcin, a w jego głowie powoli zaczynał tworzyć się scenariusz jak może
odzyskać Julkę. Zaczął sądzić, iż może to mu się udać, zaczynał w to
wierzyć. A wiara to już dobry początek.
******
-Cholera jasna! - krzyknęła Julka gdy szklanka upadła i rozbiła się tuż pod jej stopami.
To zdecydowanie nie był
jej dzień. Miała wolne, powinna odpoczywać, ale nie potrafiła. Jej głowę
prześladowało zdecydowanie zbyt dużo myśli. Czy właśnie nie popełniła
najgorszego błędu w swoim życiu? Czy odrzucając Marcina nie zniszczyła
sobie życia? Ale cholera to nie o nią tu chodziło. Bała się, że nie może
pomóc spełnić Koteckiemu jego marzenia. Oczywiście nie było to jeszcze
pewna, bo była w trakcie badań na zespół policystycznych jajników. Raz
udało jej się być w ciąży, ale niestety nie udało jej się utrzymać. Od
tamtej pory zmieniła się, ale ich związek także. Zaczęli siebie ranić,
zamiast omówić tą sprawę to po prostu ją przemilczeli. Wydawało jej się,
że to było przyczyną, której wcześniej nie umiała dostrzec, ale po tym
co powiedziała dziś siatkarzowi wydawało się, że jest już za późno, by
cokolwiek naprawiać. Miała ochotę zrobić coś, cokolwiek byle pozbyć się
natrętnych myśli nie dających jej wytchnienia. Była już zbyt zmęczona i
sfrustrowana tym wszystkim. To co się między nimi działo nie miało
sensu, przecież to jasnej cholery są małżeństwem, znają się tyle lat -
powinni wiedzieć jak ze sobą rozmawiać! Niby powinni, a jednak nie
potrafią. To był ich największy problem, bo żadne z nich nawet nie
umiałoby powiedzieć, że nie kocha tego drugiego.

Komentarze
Prześlij komentarz