Rozdział 6
Droga do Julki i Darii okazała się niesamowicie kręta dla Marcina i Damiana. Kotecki dopiero w połowie drogi uświadomił sobie, że powinni byli zamówić taksówkę zamiast męczyć się taki kawał drogi. Ale było już trochę za późno na żałowanie tego. Obydwaj jak najszybciej chcieli pojawić się u progu mieszkania Darii. Ale jak zwykle na przeszkodzie stanęli im oni sami. Pod wpływem chwili i pięknego ogrodu mijanego po drodze stwierdzili, że Marcin nie może pojawiać się u Julki z pustymi rękami. Powinien jak prawdziwy mężczyzna przeprosić kobietę swojego życia z kwiatami w ręku.
-Michał patrz tam są fajne róże. -powiedział Wojtaszak wskazując Koteckiemu kierunek, w którym powinien patrzeć.
-Mogą być - opowiedział Kotecki i razem z przyjacielem podeszli pod niski płotek, który chyba miał chronić ogród przed nieproszonymi gośćmi. -Dobra, damy radę.
-No jasne. -przytaknął Damian i obaj przeszli przez zdecydowanie zbyt niskie ogrodzenie.
Jedyne czego nie rozważyli to kolce na łodygach róż, które zaatakowały ich od razu gdy tylko chcieli urwać jedną z nich.
Z bukietem zerwanych róż i przekleństwami na ustach, poszli prosto do mieszkania rudowłosej.
Julka w połowie drugiej butelki whisky stwierdziła, że nie ma jednak ochoty się upijać i teraz jedynie dotrzymywała przyjaciółce towarzystwa. Daria po alkoholu stawała się nad wyraz wylewna i powiedziała Julce o wszystkim, co ją spotkało z Damianem. Mówiła, że Wojtaszek to naprawdę świetny facet, ale ona i związek w ogóle nie szli w parze, a nie chciała niszczyć tej nici przyjaźni, która się między nimi nawiązała. Co z resztą stało się dzięki problemom małżeńskich Koteckich. Może brzmiało to trochę źle, ale tak naprawdę było.
Kiedy Julka stwierdziła, że musi iść spać ktoś zapukał do drzwi. Obie kobiety były bardzo zaskoczone, dlatego że żadna z nich nie spodziewała się gościa, a już tym bardziej nie o tej porze. Popatrzyły na siebie, po czym Daria chwiejnym krokiem poszła je otworzyć.
-O cholera - powiedziała widząc Marcina i Damiana z kwiatami, a w zasadzie z resztką kwiatów. Róże z pozostałościami płatków oraz powyginane łodygi.
-Jest Julka? - zapytał Kotecki, a rudowłosa miała już pewność, że on i Damian mieli taki sam wieczór jak ona i Julka.
-Jest, ale nie wiem czy ona chce z tobą rozmawiać. - odpowiedziała krzywiąc się nieznacznie.
-Już ja zrobię, że zechce -mruknął fizjoterapeuta jastrzębskiej drużyny siatkarskiej i przecisnął się obok Darii.
-Marcin zaczekaj. - Chciała powstrzymać go Daria, ale ona z kolei została zatrzymana przez Wojtaszka.
-Daj im porozmawiać. Oni tego potrzebują. -odpowiedział jej Damian.
-Julka mnie zabije. -jęknęła Daria wiedząc, że przegrała tę batalię.
-Nie zabije, obronie cię. - Wojtaszak objął dziewczynę ramieniem, a druga dłoń szukała oparcia na jej biodrze.
-Przestań. -syknęła przyjaciółka Koteckiej i usilnie, ale nieskutecznie starała się wydostać z uścisku Damiana. Nie chciała poddać mu się tak łatwo.
***
-Julka! -krzyknął Marcin nie bardzo zwracając uwagę na późną porę i na to, że hałas może przeszkadzać sąsiadom. Tak w zasadzie to miał to gdzieś. Był pijany, wściekły na samego siebie i chciał zobaczyć swoją żonę. Tylko to się liczyło. -Julka! Cholera! Wiem, że tu jesteś! Nie chowaj się jak dziecko!
Pani Kotecka gdy tylko usłyszała głos swojego męża schowała się do pokoju, który zajmowała w mieszkaniu Darii. Nie chciała go widzieć. Nie w ten sposób. Nie po tym gdy tak bardzo ją zranił i to po raz kolejny. Za każdym razem bolało i to coraz mocniej. Powinien być tego świadomy, a mimo to przychodzi tu i myśli, że ona będzie z nim normalnie rozmawiać. Cholera, sama już nie była pewna czego chce. Kochała go, ale to co powiedział było ciosem zdecydowanie poniżej pasa.
-Julka, proszę cię! Chce porozmawiać! -krzyczał dalej Marcin i uważnie sprawdzał każde pomieszczenie. Miał nadzieję, że wyjdzie sama, że jednak zechce z nim porozmawiać. Ale nie pozostawiła mu innego wyjścia, niż szukanie jej.
-Daj mi spokój! -odpowiedziała mu w końcu, gdy szarpnął za klamkę od drzwi jej tymczasowego pokoju.
-Julka! Otwórz drzwi, porozmawiaj ze mną! - warknął zdenerwowany i uderzył z całej siły w białe drewno, jednak drzwi nie ruszyły się nawet o milimetr.
-Wynoś się - odpowiedziała i oparła się zmęczona o drzwi. Nie chciała kolejnej kłótni między nimi, a wiedziała, że do niej dojdzie jeśli wpuści Marcina do pokoju. Usłyszała od niego zbyt wiele przykrych słów i jedyną linią obrony był atak, który tylko spalał ich małżeństwo.
-Otwórz! Albo przysięgam, że je wyważę! - krzyknął po raz kolejny. Fizjoterapeuta chciał przeprosić swoją, jeszcze żonę. Powiedział za dużo i wcale tak nie myślał.
-Błagam cię daj mi spokój. Za mało mi dołożyłeś? Chcesz mi poprawić? - załamanie wygrało ze wściekłością, znów miała ochotę płakać. Słowa Marcina do tej pory ją bolały i naprawdę nie miała pojęcia po co on tu przyszedł.
-Nie. Kurwa. Chciałem.. Ja chciałem..
-Co Marcin, co chciałeś? -zapytała w końcu otwierając drzwi i patrząc wyzywająco na swojego jeszcze męża.
-Chciałem ci powiedzieć, że przepraszam, i wiem że słów już nie cofnę, ale chciałbym byś wiedziała, że żałuję ich. Bo cholera ja naprawdę tak nie myślę. -wyznał i chciał zbliżyć się do Julki, lecz ta odsunęła się, tym samym odsłaniając mu wejście do pokoju.
-To był cios w plecy Marcin. I doskonale wiesz, że to nie wydarzyło się poraz pierwszy.
-Cholera. Ja nigdy nie obwiniałem ciebie za to. Winiłem siebie, winiłem lekarzy i winiłem świat, ale nigdy nie ciebie. Musisz mi uwierzyć i wybaczyć. Błagam cię. -powiedział, a zaraz potem padł na kolana patrząc na Julkę z miłością, której ona tak dawno nie widziała. - -Julcia, skarbie proszę cię. Musimy o nas zawalczyć, przecież na pewno jest jeszcze jakaś szansa. Jakaś możliwość.
Julka dostrzegła, że w jego oczach zebrały się łzy i już po chwili spłynęły po zarośniętych policzkach. To wydało jej się tak nieprawdziwe, a z drugiej strony była pewna że nie śni. Przecież to Marcin. Jest przy niej tu i teraz. I błaga ją o wybaczenie.
-Wstań Marcin. - odpowiedziała. Nie chciała ciągnąć tego tematu. Była prawie pewna, że chce tego rozwodu jak niczego innego, a te kilka słów fizjoterapeuty na nowo rozpaliły w jej sercu nadzieję. Że może właśnie tym razem, że może to właśnie jest ich szansa. Przecież oboje się kochają.
-Nie wstanę, dopóki mi nie wybaczysz- zarzekł się.
-Marcin przestań. Jesteś pijany. - Miała już dosyć. Widziała w jakim jest stanie, a mimo to pozwoliła sobie uwierzyć, że może jednak im się uda.
-No i co z tego? -zapytał jakby sam nieświadomy co to mogło oznaczać dla Julki. Mówił prosto ze swojego serca i dla niego byli to oczywiste, ale dla niej już niekoniecznie.
-Wstań do cholery albo wygonię cię stąd, gdzie pieprz rośnie - warknęła wkurzona i tą małą bitwę między nimi wygrała.
Marcin wstał i z pomocą żony usiadł na dużym łóżku. Bez problemu przyciągnął ją do siebie i posadził na kolanach, kiedy Julka chciała się od niego odsunąć. Przesunął nosem po jej szyi wcześniej odsuwając jej długie włosy. Gdy wdychał jej zapach przypomniały mu się te wszystkie wspaniałe chwilę ich małżeństwa. Te złe nagle jakby przestały się liczyć.
-Kotecki- szepnęła cicho. Intymna cisza i bliskość sprawiły, że ich usta spotkały się po raz pierwszy od kilku mięsiecy i było to najlepsze możliwe uczucie. Już zapomniała jakie to było uczucie całować ukochanego mężczyznę. Mimo tego, że wydawało jej się nierealne. Delikatne muskanie zamieniało się w coraz bardziej namiętne pocałunki i to wtedy Julka się odsunęła. To było dziwnie przyjemne. Dające nadzieję i ciepło w sercu. Ale zapach alkoholu z ust Koteckiego pozwolił Julce wystarczająco otrzeźwieć na tyle, by ta mogła się odsunąć od niego.
-Przestań, proszę przestań. Zanim namącisz mi w głowie. -jęknęła gdy na nowo przylgnął do niej i jego usta zaczęły sunąć po jej szyi.
-Jesteś moją żoną. Kocham cię. Czym ci mogę namącić w głowie? - Słysząc te słowa z ust Marcina miała wrażenie jakby cofnęli się kilka lat do tyłu, do ich miesiąca miodowego. I zdrowy rozsądek poszedł w niepamięć.
Nie miała sił ani ochoty mu się opierać, przecież tak bardzo go kochała i pragnęła. Ręce Marcina błądziły pod jej koszulką, a ona sama siedząc na jego kolanach coraz mocniej dociskała się do niego, a ich usta nie odrywały się od siebie. Żar i pożądanie powoli wybuchały. A oni delektowali się tym. Każdy pocałunek i każdy ruch coś znaczyły.
Marcin nie spiesząc się zaczął ściągać ze swojej żony jej ulubioną koszulkę. Ubóstwiał jej ciało i zamierzał jej to okazać, dlatego gdy już pozbył się tej części garderoby zaczął obcałowywać każdy odkryty fragment jej ciała. Pociągnął za ramiączko stanika i zsunął je z ramienia swojej żony, a zaraz potem przycisnął usta do jej skóry.
Chciał uwielbiać i pieścić jej ciało. Nie chciał się spieszyć, ale tak bardzo jej pragnął, że nie był pewien czy będzie w stanie się kontrolować, a ona wcale mu tego nie ułatwiała.
Julka nie do końca wiedziała, jak jej się to udało, kiedy popchnęła męża na łóżko. Zawisnęła mad nim i całowała coraz mocniej. To co było, przestało się liczyć. Liczyło się tu i teraz. Że są tylko oni i pragną siebie.
Kolejne pocałunki rozpalały coraz większe pożądanie, a wraz z nimi znikały również części garderoby małżeństwa. Gdy Marcin uporał się już ze spodniami Julki obrócił ich w taki sposób, że znalazł się na górze. Prawdę mówiąc obydwoje nie mogli się doczekać, kiedy ich ciała połączą się w jedno po tak długim czasie przerwy. Każdy pocałunek i muśnięcie dłoni na ciele Julki, rozpalało ją jak tysiące ogniowych języków. To pragnienie było ogromne, prawie spalające ich oboje, aż Marcin zakończył ich męczarnie wsuwając się pomiędzy aksamitne uda swojej żony. Z każdym kolejnym pchnięciem przypominał jej jak bardzo ją kochał i jak bardzo brakowało im obojgu tego rozdziału w związku. Ale również pokazało im, że nie wszystko w ich związku się wypaliło. Że gdyby któreś z nich było odważniejsze to udałoby się to uratować. Ale teraz to nie to było ważne. Teraz liczyło się tylko to co się dzieje. Urywane odddechy i coraz intensywniejsze pocałunki.
-Nie baw się ze mną Julka - warknął Kotecki prosto w usta żony.
-To ty się ze mną bawisz - odpowiedziała i docisnęła się mocniej do ciała Marcina, by poczuć go jeszcze bardziej i jeszcze mocniej. Ich pragnienie wydawało się silniejsze niż kiedykolwiek. Oboje byli nienasyceni każdy najmniejszy dotyk, każde nawet delikatne pchnięcie Michała rozbudzało coraz mocniej ich pragnienie. Choć zdawało się, że powinno powoli gasnąć. W ich przypadku wszystko było inne. Bardziej odczuwalne. Przepełnione tęsknotą i miłością. Kochali siebie i na ten moment tylko w ten sposób potrafili sobie to okazać. Nie znali innego sposobu, który mógłby oddać to co czują, a słowa zbyt często ich raniły, by teraz mogły wystarczyć.

Po raz pierwszy czytałem tak dobrą twórczość. Autorka potrafi pobudzić zmysły czytelnika. Rozdział 6 zrobił na mnie podwójne wrażenie. Coś czuję, że kolejne też będą równie inspirujące.
OdpowiedzUsuń